Ho Chi Minh City, czyli jak odnaleźć się w tłumie…

Lądujemy na Phu Quoc – wietnamskiej wyspie oddalonej godzinę lotu od Ho Chi Min City. Jest 25 stopni i mokro, znaczy – padało. Przed nami 8 dni naszych „wakacji” na wakacjach więc naprawdę liczymy na to, że padać już nie będzie choć dobrze zdajemy sobie sprawę, że tu nadal trwa pora deszczowa. Łapiemy taxi z lotniska do naszego bungalow, przejeżdżamy przez kilka mniejszych i jedno większe miasteczko, w których rozpadające się chatki stoją obok wielkich kurortów z angielskimi nazwami. W Wietnamie o 18 robi się ciemno, więc oprócz oświetlonych ulic, to wyspy za dużo nie widać. Okazuje się, że nasz bungalow jest po środku dżungli, ale jest tak ciemno, że chyba wszelkie jej uroki zobaczymy rano. Szybka kolacja w barze, piwko Tiger (obowiązkowo!) i spać. Otoczeni moskietierą modlimy się do miejscowych bogów żeby nic nas nie pogryzło. Plan na jutro? Wypożyczamy skuter i zwiedzamy wyspę jednocześnie szukając noclegu na kolejne noce. A jeszcze cztery dni temu byłam przekonana, że nigdy na skuter nie wsiądę….

4 dni wcześniej w HCMC.

Nie mając zielonego pojęcia o miejscowych cenach za taxi bierzemy drugą z brzegu aby dowiozła nas do zarezerwowanego wcześniej hostelu w HCMC. Spędziliśmy łącznie 14 godzin w samolocie, z 8 godzinną przerwą w Doha i naprawdę chcemy odpocząć. Miasto wujka Ho wita nas takim tłumem skuterków, że nie wiemy w którą stronę patrzeć aby uwierzyć, że tak wielkie miasto(prawie 8mln mieszkanców, 5mln skuterów!) może funkcjonować bez jakichkolwiek zasad ruchu. Czerwone światło i ruch prawostronny to delikatna sugestia.

Dojeżdżamy do hostelu i jednak chęć spróbowania zupy pho jest silniejsza od zmęczenia więc ruszamy. Zatrzymaliśmy się w dzielnicy HCMC (wciąż tu nazywanego Sajgonem, teraz tej nazwy urzędnicy używają tylko dla dystryktu 1 – centrum miasta) oddalonej od centrum o jakies 15km, gdzie brak wypasionych hoteli czy restauracji. Byliśmy jedynymi białymi w okolicy. A ja do tego blada jak ściana, co przez Wietnamczyków uważane jest za coś super pięknego, i do tego ma krótkie włosy blond, co tu w ogóle jest niespotykane. Jak potem powiedziała mi moja masażystka (masaż pleców 40′ – 17zl), która nie mogła wyjść z zachwytu nad moimi włosami, Wietnamki nie ścinają włosów na krótko, bo wyglądają jak mężczyźni a i ich mężowi się temu sprzeciwiają…

Zupa pho bo. Wietnamska wersja tajskiej pho. Mówią, że to zupa, która zbudowała naród. Podali nam ją ze świeżymi ziołami (bazylia tajska? Mięta na pewno i kolendra). Masa sosów w tym fermentowany sos rybny, typowy dla Wietnamu.

Zupa smaczna, ale szczerze to do tej pory (piszemy już z kilkudniowym doświadczeniem) nic nas jeszcze na kolana nie powaliło. Spróbowaliśmy póki co naprawdę mało, bo przy takiej duchocie i jeść się jakoś nie chce. Na razie jesteśmy zachwyceni tylko kawą. Jej smak jest niedopisania… intensywna z czekoladowym posmakiem, ale tego po prostu trzeba spróbować! Może świeże sajgonki… No i banany zapiekane w cieście polane ciepłym sosem z mleka kokosowego. Palce lizać! Ale z wyborem smaku nr 2 w Wietnamie (zaraz po kawie) jeszcze się wstrzymamy…

Już pierwszego wieczoru po dłuższej drzemce, kiedy wychodzimy na pobliskie ulice możemy przekonać się, że generalnie Wietnamczycy podchodzą przyjaźnie do białych. Pozdrawiają nas słowem ‚hello’ i machają, uśmiechają się. Tylko wybrani patrzą dziwnie, szczególnie gdy przemieszczamy się z nimi miejskimi autobusami jako jedyni biali.

Pierwszy dzień kończymy szybko wciąż niedowierzajac, ze jesteśmy w Wietnamie ;że rok temu o tej porze pomysł o podróży do Azji dopiero rodził się w naszych głowach ; i że przed nami jeszcze około 200 takich dni, gdzie każdy kolejny będzie przynosił nam masę przygód i wiedzy o krajach takich odległych od Polski zarówno jeśli chodzi o odległość jak i o kulturę…

Drugi dzień postanowiliśmy poświęcić na zobaczenie samego miasta, a nie jego atrakcji… choć dzięki spacerom po mieście same wyszły nam naprzeciw. DSC00816 DSC00807 DSC00806 DSC00789

Do budynku Poczty (design Eiffl’a) trafiliśmy na 5 minut przed urwaniem chmury. Lało przez godzinę i to porządnie więc mieliśmy okazję wysłać kartkę do Polski. A to nie takie proste, od okienka do okienka wypełniając dwa dokumenty, masa pieczątek i podpisów i cena! Łącznie za kartkę, kopertę, znaczek i wysłanie zapłaciliśmy 77 000 dongów, co daje nam jakieś 12 zł. Nie dużo? Za 77 000 dongów tutaj możemy napić się 7 kaw, albo zjeść 3 obiady. I to był dla nas najlepszy przykład, że nie ma znaczenia ile coś jest warte w Polsce, ale co za te pieniądze możemy mieć w Wietnamie. Bo oczywiście, wszystko tańsze tutaj jest. Nieporównywalnie. Bo np. woda 0.5l to koszt 5000-10000 dongów (0,80zl-1,70zl); bilety autobusowe 7000 dongów/osobę (1,20zl); zupa pho 20 000 d (3,40zl) ; piwo 15 000 d (2,50zl).

DSC00783

Cały dzień towarzyszyło nam słonce za chmurami, ok 30 stopni i wilgotność powietrza, która sprawia, że non stop jesteśmy po prostu mokrzy.

Dzięki takiemu zwykłemu hasaniu po mieście zobaczyliśmy jak młodzież spędza czas

jak bardzo Wietnamczycy nie przywiązują wagi do wyglądu (choć wielkie znaczenie mają dla nich włosy, fryzjer jest jedną z najczęstszych usług jakie spotykamy na ulicach zaraz po naprawie skuterów) i do ogólnego syfu i śmieci, które ich otaczają. Jeśli chodzi o modę czy wygląd to naprawdę można czuć się tu na luzie, nikt nie patrzy, nie ocenia. Z pewnością decyduje o tym wysokość zarobków miejscowych, bo jest ulica w Sajgonie, na której śmiało możemy zaopatrzyć się w ostatnie hity mody od Channel czy Dior’a, ale biorąc pod uwagę, że najniższe zarobki w Wietnamie to ok 150usd/miesięcznie ubrania z pewnością nie są priorytetem. Choć rzeczywiście widać, że maseczki na twarz są w przeróżnych kolorach, wzorach i różnych firm, więc może to jest jakimś wyznacznikiem stylu? My pierwszego dnia trochę dziwiliśmy się aż takiej ilości ludzi w maseczkach, drugiego już ich rozumieliśmy, trzeciego zastanawialiśmy się czy nie kupić sobie po jednej. Bo jednak nie da się ukryć – Sajgon śmierdzi spalinami i ten smród, kurz i pył wchodzi wszędzie i  towarzyszył nam non stop. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić… do tego tłumu też. Nauczyliśmy się przechodzić przez ulicę bez świateł, jeść na krzesełkach dla liliputów i… wyrzucać śmieci pod siebie. Bo obojętnie jakby nam to nie przeszkadzało, to tak to właśnie tu działa. Wszystkie przydrożne kramiki wyrzucają śmieci przy ulicy a wieczorem są zabierane przez miejscową ALBĘ, czyli Pana na rowerze z wielkimi worami, i o dziwo chyba je jakoś segreguje… I przekonaliśmy się o jednym. Obojętnie jak biedni by nie byli, ani razu nikt nie wyciągnął do nas ręki po pieniądze. Każdy dom coś sprzedaje bądź specjalizuje się w jakiejś usłudze. Cała rodzina pracuje na dom, ale nikt nie żebrze.

Drugiego dnia zaliczyliśmy też dystrykt 1 – typowo turystyczna dzielnica w centrum Sajgonu. Co drugi punkt to agencja turystyczna, co trzeci to masaż. Generalnie, miejsce które warto zobaczyć chyba tylko po to by przekonać się jak ceny mogą się różnić od np naszej dzielnicy. Spontanicznie zaliczyliśmy masaż, piwko i ruszyliśmy na piechtę w stronę naszego hostelu podziwiając liczne splątania kabli elektrycznych i nocne życie mieszkańców HCMC. 20151003_205902 DSC00827

Trzeciego dnia postanowiliśmy trochę odespać (w końcu jesteśmy na wakacjach :)), kupić bilety na Phu Quoc (lot 1h, 609zl/ dwie osoby/dwie strony) i  zwiedzić dwa muzea. Wojny i Medycyny Naturalnej Wietnamu. Oba zrobiły na nas wielkie wrażenie. Muzeum wojny zdecydowanie otwiera oczy na wiele aspektów wojny i idealnie pokazuje jak Wietnam został zniszczony (w czasie wojny na Wietnam zostało spuszczonych 15mln bomb!). Muzeum Medycyny Naturalnej przeniosło nas totalnie w inny świat. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z obu miejsc aby poczuć choć trochę atmosferę tych miejsc.

Nasz ostatni dzień (prawdopodobnie! bo możliwe, że jeszcze tu wrócimy) w największym mieście Wietnamu spędziliśmy na zwiedzaniu Cu Chi Tunnels i szczerze polecamy Wam lekturę bądź filmy na ich temat. Bojkotując ceny agencji turystycznych, postanowiliśmy dojechać do nich na własną rękę, choć o jakichkolwiek rozkładach jazdy możemy zapomnieć. Taka prawie dwugodzinna przejażdżka miejskim autobusem to dopiero przygoda! Czas nie ma znaczenia ani dla pasażerów ani dla kierowcy (nasz czyścił uszy jadąc 30km/h mimo, że mógłby osiągnąć co najmniej 60km/h ;). O i tu ciekawostka! Bilety w autobusie kupuje się od ‚konduktora’ w autobusie. To on/ona wskazuje kierowcy gdzie ma się zatrzymać, popędza wsiadających i ręka przegania skutery jeśli autobus zbliża się do przystanku (często nie oznakowanego). Wsiadający z kolei zajmują miejsce i wyciągają odliczoną kwotę dongów i nawet nie spoglądają na konduktora. Ten wręcza bilet i siada aby między przystankami ewentualnie uciąć sobie jeszcze drzemkę…* Dojechaliśmy do Cu Chi Tunnels, czyli kilkupiętrowych tuneli budowanych przez Wietnamczyków przez 20 lat wgłąb ziemi o łącznej długości 250km, by chronić się w nich przed wrogami. Godzinna wycieczka z przewodnikiem podczas której sami przeszliśmy 30m pod ziemią na kolanach daje idealny obraz jak trudne życie prowadzi w tunelach, tej wojny, pułapek i sprytu Wietnamczyków.

Pod wielkim wrażeniem wracamy przez bardzo biedne wioski Wietnamu do HCMC by szybko popędzić na samolot na Phu Quoc, na której dowiemy się jak biednie żyją jej mieszkańcy w wioskach rybackich i jak piękne plaże mogą być zaśmiecone, ale o tym już niedługo…

Aby zobaczyć zdjęcia z HCMC i tuneli kliknijcie poniższy link.

Album #1 HCMC

*Mieszkańcy Wietnamu śpią wszędzie i o każdej porze. Mogą zasnąć w autobusie, leżąc na zaparkowanym skuterze z nogami wyciągniętymi na kierownicy, na krzesłach, przystankach, ulicach i… podczas kolacji w towarzystwie. Wydają się być bardzo przepracowani, a taka ciężka pogoda na bank im nie pomaga…

A.

Reklamy

6 myśli w temacie “Ho Chi Minh City, czyli jak odnaleźć się w tłumie…

  1. Dzięki za szczegółowy opis waszych pierwszych dni podróży, HCMC robi wrażenie! Czyta sie Was z zaciekawieniem, świetny tekst! Czekam z niecierpliwoscią na kolejne posty. Życzę udanego wypoczynku na wyspach!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s