„Wakacje” na wakacjach czyli (nie)rajska wyspa Phu Quoc.

Wpiszcie na google.com „Phu Quoc” i spójrzcie na galerię.

Rajska wyspa. Cud, miód, malina. Jak Maciek pokazał mi to w necie, od razu obraliśmy to jako ‚must be’ w Wietnamie. Szczególnie, że po 6 miesiącach pracy w Szwecji i dwóch intensywnych tygodniach w Polszy marzyło nam się wygrzać gdzieś pod palmami, na białym piasku plumkając w turkusowej wodzie. Loty z HCMC są tanie i nic nie stało na przeszkodzie by się tu wybrać. Wizę w Wietnamie mamy do 02/11 i postanowiliśmy poświęcić Hanoi na rzecz wakacji na wyspie. Wszystkiego i tak nie damy rady zobaczyć i czas się z tym pogodzić.

Już pierwszego wieczoru Maciek podsumował miejsce, gdzie umiejscowiony był nasz bungalow słowami : „dżungllaaaaaaaa” conajmniej jak Bazyl z „Dżungli”.

Zarezerwowaliśmy wcześniej 2 noce w bungalow przy plaży…  DSC01095 DSC01102

Raj. Roślinność bujna, piasek jak przez filtry przepuszczany i te muszle! Śniadanko na plaży (czemu nie? Btw : na pierwszym śniadaniu spotkaliśmy polaków…:)), piwko na tarasie z widokiem na morze (jeszcze lepiej ;)). Rano jednak opuściliśmy nasz raj by znaleźć nocleg na kolejne 7 dni na wyspie (bungalow mimo, że w raju to zdecydowanie przewyższał nasz budżet). Jeździliśmy sobie po wyspie czując się jak coraz większe cwaniaki odnajdując się w tym chaosie pędzących non stop nie wiadomo gdzie dwukołowców. Oni przewożą na tych skuterach wszystko i wszędzie. O jakichkolwiek zasadach bezpieczeństwa można zapomnieć. Choć nie! Kaski dzielnie noszą. Ale czy taki kask dużo da przy zderzeniu z betoniarą, która jedzie pod prąd? Ale czy też ktokolwiek się tym przejmuje?

Kolejnego dnia postanowiliśmy poszukać naszej rajskiej, dzikiej plaży, która nie będzie grabiona co rano jak w hotelu. I tak szybko jak wyjechaliśmy na międzymiastową drogę, która okazała się ubitym, czerwonym błotem nie mogliśmy się powstrzymać żeby sprawdzić gdzie prowadzi.

I tak przez 4h jechaliśmy przed siebie czując się z Lost’ów podziwiając naprawdę przepiękną zieleń, góry pokryte lasami tak gęstymi, jak gdyby nikt nigdy ich nie tknął. I turkusową wodę gdy świeciło słońce i trochę mętną gdy nadchodziły chmury. I motyle, które są tu wielkości połowy pięści a mrówki jak opuszek palca. Mijaliśmy wioski pozdrawiani przez miejscowe dzieci, zastanawiając się jak świetnie muszą się bawić w tym błocie, na plaży i w lesie. Bez komórek i komputerów. Zjechaliśmy dwa razy w stronę wody by popodziwiać kutry rybackie zaparkowane przy plaży, jakby celowo pozowały do zdjęć na pocztówki. Zatrzymaliśmy się na kawie gdzieś po środku niczego i leżąc na hamaku zastanawialiśmy się co by tu porobić następnego dnia. Bo póki co żyjemy z dnia na dzień. I nie możemy się przyzwyczaić do myśli, że po tych wakacjach na wyspie nie wracamy do Wrocławia i do pracy. Przed nami jeszcze prawie 6 miesięcy takiego życia bez planu…

20151007_160138

Tak długo jeździliśmy aż w końcu się ściemniło a nasze cztery litery błagały o litość po tych wszystkich dziurach i skierowaliśmy się w stronę naszego ‚domu’ omijając nadchodzącą burzę. Na kolację zatrzymaliśmy się przy jednej z typowych wietnamskich kramików z wyjątkowo wieloma stolikami i tłumem  gości (musi być smacznie!). Zamówiliśmy 3 szaszłyki czegoś co jak bum cyk cyk wyglądało jak krewetki (choć wcale tak nie smakowało…)

20151007_193800

ryż i jakieś mięso z grilla, które wybraliśmy tylko dlatego, bo widzieliśmy je na jednym ze stolików obok. I po tylu przygodach spaliśmy jak dzieci przy szumie wiatraka w pokoju śniąc o Sao Beach, spełnieniu naszego marzenia o rajskiej wyspie. I tak jak już na nią dotarliśmy następnego dnia to nie mogłam uwierzyć, że takie miejsca naprawdę istnieją 😉 sama mam teraz fotę jak z pocztówki 😉 a i 15 minut w lekko słonej wodzie wystarczyło by idealnie zobaczyć jak nieidealnie posmarowaliśmy się kremem ( z filtrem 50 i 100!) 😉

20151009_234712

I tak generalnie mogłabym skończyć ten post opisując jak pięknie spędzaliśmy czas na białych plażach zachwalając ich uroki, pogodę, niskie ceny i przyjaznych Wietnamczyków.

20151011_114058   DSC01265

DSC01230

DSC01240

Gdyby nie fakt, że Phu Quoc to też wyspa, która pokazała nam to co widzą Ci z National Geographic jak już zrobią to pocztówkowe zdjęcie i się obrócą.

20151007_152907 20151011_114439 20151011_114818 20151012_134630

Tak naprawdę każdego dnia staraliśmy się znaleźć miejsce, które nie tonęłoby w tonie śmieci… objechaliśmy dosłownie całą wyspę nie raz przeklinając te ich błotne drogi 😉 Nie znaleźliśmy ani jednego m2 na którym moglibyśmy się rozłożyć swobodnie bez gnijących obok śmieci. Nie mówię tu oczywiście o plażach należących do hoteli. Tu jak najbardziej cacy. Tylko co z tego, jeśli już metr od ich terytorium leżą stosy śmieci… Zwiedziliśmy każdy punkt zaznaczony na turystycznej mapie wyspy jako plaża publiczna i za każdym razem ogarniała nas frustracja ze smutkiem na zmianę.

Bo to nie jest tak, że biali przyjechali i zaśmiecili. To Wietnamczycy mają to po prostu w dupie. Tu przejawia się ich totalna ignorancja do tego obok czego żyją. Bo inaczej nie da się tego nazwać. Trochę to wygląda tak, jakby stwierdzili, że mają ładną wyspę, która sama się tym pięknem obroni. A jednak psują cały jej obraz zostawiając po sobie wszystko. Żyją w sąsiedztwie gnijących śmieci, którymi wydają się w ogóle nie przejmować.

20151011_122053

Oddzielnym tematem jest to, że trafiliśmy na wyspę w jej ‚apogeum pierdolnika’. Cały Phu Quoc jest w budowie. Budują chodniki, domki, resorty, restauracje i sklepy. Na początku myśleliśmy, że to tylko teraz – miesiąc przed sezonem, ale jak powiedział nam amerykaniec prowadzący tu knajpę (polskiego pochodzenia btw ;)) tak już jest od 5 lat. Przejeżdżając przez główne drogi tej wyspy ma się wrażenie, że te prace mogłby by być dawno skończone, gdyby nie fakt, że 3 z 5 pracowników leży na hamakach albo gada. Wygląda tak jakby chcieli a nie mogli. A może mogą a nie chcą? Sama nie wiem… W sumie kombinują chyba jak mogą… Pracują kobiety nie rzadko wykonując pracę, której w Europie nie podjęła by się żadna z nas. Nie raz obsługiwało nas dziecko, bo reszta rodziny pracowała…albo spała… Skuterami przewożą wszystko, bo nie mają wyjścia. Stwierdzamy więc, że tak z 10 lat to mogło być tu naprawdę pięknie – typowe wiejskie chatki, błotniste drogi i wietnamski klimat. I tak za 10 lat to może być naprawdę spoko – typowa wypadowa wyspa dla Europejczyków z kurortami, sklepami i restauracjami pod nich z napisem ‚typical vietnamese food’, bo typical vietnamese food już nie będzie. A może jestem w błędzie? Może te kramiki uchowają się na zawsze, bo w końcu oni też muszą gdzieś jeść? Jakkolwiek, już teraz na wyspie jest masa kilkupiętrowych kurortów, z których moglibyście się nie wynurzyć na 100 m w bok i żyć w przekonaniu, że ta wyspa to tylko piękna plaża, słonce i turkusowa woda, więc jeśli kogoś takie coś interesuje to polecamy – bo nie zrozumcie nas źle – tu jest naprawdę zajebiście. O ile nie zobaczycie tych biednych wiosek rybackich, w których aż głupio było nam wyciągnąć aparat. O ile nie zobaczycie tych biednych dzieci, które po prostu nie mają się czym bawić. Bo wtedy na takiej wygrabionej plaży już leży się inaczej. I mimo, że naprawdę staraliśmy się wiele tłumaczyć sobie tą biedą i inną kulturą to nadal nie możemy zrozumieć jak oni chcą zachęcić Europejczyków, Amerykanów czy Australijczyków do przyjechania na wyspę i wsparcia ich budżetu domowego jeśli wyspa zaczyna po prostu śmierdzieć sama w sobie. My, mieszkając w hostelu w mieście musieliśmy płacić za to by spędzić czas na plaży przy hotelu po to tylko by nie musieć leżeć wśród śmieci albo w smrodzie dolatującym z pobliskich stert.

Innym tematem są ceny. Tu jest naprawdę tanio, jeśli porównamy z Polską i trochę drożej jeśli chodzi o Sajgon. Zobaczymy co będzie jak pojedziemy bardziej na północ. Póki co, jako biali czujemy się trochę oszukiwani. Jednak ceny dla nas są nieraz podwyższane, bo oni wiedzą, że ich ceny dla nas czy tym bardziej kogoś z zachodniej Europy czy Australii są bardzo niskie. I płacimy więcej, mimo, że Wietnamczyk przed nami zapłacił mniej, bo dla nich te 2zł to wiele więcej niż dla nas, ale niesmak pozostaje… Ogólnie Wietnam póki co jest tani jak przeliczamy na pln, choć droższy niż myśleliśmy, że będzie…

Z pewnością wypad na wyspę dał nam chwilę spokoju, relaksu, beztroskiego pływania i naprawdę mocnego snu. Ale też wiele rosterek, zadumy, frustracji i smutku nad tym w którą stronę idą tak piękne miejsca i ignoracja jeśli chodzi o środowisko naturalne. Opuszczamy jutro tę wyspę wierząc jednak, że za 10 lat będzie to czyste miejsce, do którego nasi znajomi będą mogli przyjeżdżać ciesząc się z jego uroków obojętnie w którą stronę nie pojadą. Ale my w Phu Quoc się zdecydowanie nie zakochaliśmy więc „Droga Wyspo” żegnamy Cię i jedziemy szukać dalej naszej rajskiej plaży…

Galerię z naszego wypadu możecie zobaczyć pod poniższym linkiem! 🙂

Album #2 Phu Quoc – Wietnam

A.

Reklamy

4 myśli w temacie “„Wakacje” na wakacjach czyli (nie)rajska wyspa Phu Quoc.

  1. Cześć, Super się czyta waszego bloga. Zazdroszczę takiej podróży o przygody 🙂
    Pamiętacie jak się nazywały te bungalowy przy plaży w Phu Quoc?
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s