Mówię „spasiba” i wychodzę, czyli gdzie i dlaczego mówiliśmy w Wietnamie po rosyjsku…

Jesteśmy w podróży już 28 dni i z jednej strony czuję, że to już tyle i z drugiej, że już tylko 5 miesięcy! Czy zdążymy nacieszyć się z każdego kolejnego kraju? A może poświeciliśmy na Wietnam za dużo czasu? Może jak dojedziemy do Indonezji to stwierdzimy, że trzeba było tu siedzieć tylko 2 tygodnie? Ale w sumie i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego co chcieliśmy… eh… czas pokaże 🙂

Po naszej (nie) rajskiej wyspie wybraliśmy się do delty Mekongu, dokładnie do Can Tho aby zobaczyć podobno największy na świecie targ na wodzie (floating market). Jako środek transportu wybraliśmy autobus miejski (zrobiliśmy tym furorę wśród współpasażerów) co to miał jechać 3 godziny, a jechał 5. W Can Tho jako jedyni zostaliśmy dosłownie wyrzuceni z autobusu pospieszenie gdzieś na chodniku, na pewno nie na dworcu autobusowym. Gdzie wysiadła reszta jeśli to była stacja końcowa? Nie wiemy… Jak potem doczytaliśmy, to popularny sposób kierowców. Zostawiają turystów gdzieś w mieście koło taxi i skuterków żeby i inni mogli zarobić… no cóż. Tu tak po prostu jest 😉

Na szczęście, Maciej namówił mnie abyśmy zostali w Can Tho dwie noce. Dzięki temu jeden dzień mogliśmy poświęcić na dłuższy spacer po mieście i masaż żeby drugiego dnia zerwać się o 4.30 na wspomniany targ. Płynęliśmy skorupką po Mekongu słuchając historii o tej rzece i o ludności tu wypatrując wschodzącego słońca i skorupek jak nasza. O ok.5:30 rzeczywiście zaczyna się tłum. Wśród brunatnych wód tej jednej z największych rzek Azji (4500km dlugość! 28 000 kanałów!) mniejsze łódeczki kupują od tych większych (czasami naprawdę pokaźnych) owoce,warzywa żeby za chwilę przenieść się z tym na targ na lądzie. Infrastruktura na takim targu opracowana do perfekcji – możesz zjeść śniadanie, kupić fajki, a nawet los na loterię (co swoją drogą jest tu bardzo popularne). Te większe łodzie to zwykle całe domy dla ich właścicieli. Załadowują łódź owocami swojej pracy z lądu i spędzają kilka dni i nocy na łodziach, po czym znowu wracają po towar i z powrotem na łódź. Jak już zjedliśmy pho na rzece i przegryźliśmy świeżego ananasa ruszyliśmy kanałami Mekongu w stronę produkcji noodli (czad!).

DSC01526

DSC01518

DSC01454

DSC01442

DSC01478

DSC01483

DSC01487

Pogoda nam zbytnio nie dopisała, bo chmury nad tą brunatną wodą sprawiły, że było po prostu dość szaro a pod koniec zaczęło nawet padać. Ale świetnie było zobaczyć jak prężnie miejscowa ludność korzysta z zasobów rzeki. Od małych chatek, wydobywanie brunatnego piachu z dna do produkcji cegieł, po produkcję lodu (!). Opuszczamy deltę w stronę Mui Ne wiedząc, że Mekong zobaczymy jeszcze nie raz.

DSC01581

DSC01569

W Mui Ne czeka na nas wielka plaża z super falami, raj dla kite i wind surfingowców i… Rosjan ! 🙂 Po ponad 8 godzinach w sleeping bus ponownie wyrzucają nas gdzieś bez dyskusji – 25 km od Mui Ne (mimo, że mieli nas tam dowieźć) – koło taxi i mówią piękne ‚good bye’. Podróż takim autobusem to naprawdę doświadczenie! Nie dość, że robimy wrażenie na współpasażerach chyba samym tylko faktem, że z nimi jedziemy ale też jacy duzi jesteśmy i jak bardzo nie mieścimy się w tych ich leżankach. Maciej przy wyprostowanych nogach ma głowę poza leżanką… Kierowca zatrzymuje się na wyznaczonych przez siebie przystankach aby dać zarobić akurat tej knajpce. A na przystankach patrzą co zjemy, co zrobimy, i jak Maciej może mieć taki duży biceps ? (Ich jest wielkości mojego, znaczy znikomy :)) Jest 23 jak nas wyrzucają więc nie szalejemy z poszukiwaniem miejskiego autobusu, szczególnie, że te 8h naprawdę nas połamało. Bierzemy taxi po wcześniejszym ustaleniu ceny. Nie, nie chcę brzmieć jakbym narzekała na sleeping busy, bo nawet zastanawialiśmy się czy przyjęło by się to w Europie (nie! Ze względu na bezpieczeństwo!), bo to jakaś alternatywa dla pociągu (dużo lepszego jak się potem dowiemy) – chcemy Wam tylko pokazać uroki takiego jeżdzenia. I kiedy to piszę to dobrze zdaję sobie sprawę, że w Laosie raczej nawet na połowę takiego luksusu nie możemy liczyć, nie wspominając o punktualności 😉

Rano Mui Ne naprawdę robi na nas wrażenie – fale naprawdę zachęcają, więc szybko znajdujemy nocleg na kolejne 3 noce i uderzamy do wody! To chyba jeszcze nie seson na największe fale, ale dla nas wystarczające by zapomnieć się jak dzieci starając się pokonać kolejne uderzenia wody, która – nie ukrywamy – lekko zalatuje jakby zgniłymi sieciami rybackimi.

DSC01592

DSC01594

Mui Ne i okoliczne wioski to naprawdę fajne miejsce. Mamy wrażenie, że trochę tu nawet czyściej a cała infrastruktura jest naprawdę dobrze rozwinięta. Ceny też całkiem spoko. To co wyróżnia tą miejscowość to na pewno ilość Rosjan. Wszystkie napisy przy restauracjach, hotelach, wszelakich usługach są napisane po Wietnamsku i cyrilicą. A mimo wszystko w większości jakoś miejscowi rozpoznają, że my to nie Rosjanie i zagadują po angielsku, a nie po rosyjsku (tak, mówią podstawami rosyjskiego) jak do naszych sąsiadów. Skąd ich tyle akurat tu? Nie wiemy…

Jakkolwiek, myślę, że moglibyśmy w Mui Ne przyjąć niezły relax gdyby nie fakt, że już w drugą noc zaczęło dawać się we znaki nasze pierwsze zatrucie pokarmowe. Nie mamy pojęcia co mogło nas doprowadzić do stanu takiego, że przez 4 dni po prostu nie wstawaliśmy z łóżek. Czy to był ten obiad (makaron z warzywami i krewetkami)? Czy może coś jeszcze z delty Mekongu wtedy się obudziło? Czy lód w jednej z tych pysznych kaw? O jakichkolwiek zasadach higieny w przygotowywanych posiłkach też w sumie dawno zapomnieliśmy. Nie wdając się w szczegóły, Maciej przeszedł to zatrucie trochę lepiej niż ja. Choć oboje narzekaliśmy na niesamowity ból mięśni… I tak szczerze to nawet szum fal zaczynał nas denerwować. I ja tak po prostu chciałam do domu… Na szczęście, w końcu nam przeszło i mogliśmy się znowu cieszyć falami i okolicą Mui Ne. Trochę osłabieni wybraliśmy się na czerwone i białe wydmy, które ciągną się jak pustynia i robią naprawdę fajne wrażenie. Przeszliśmy się też po strumyczku wśród super formacji skalnych zupełnie tracąc poczucie czasu i rozmyślając o niczym…

DSC01607

DSC01669

DSC01717

Jeśli więc ktoś z Was uprawia kite lub wind surfing szczerze polecamy tę miejscowość, bo nie dość, że można się świetnie pobawić w wodzie, pozwiedzać malowniczą okolicę to jeszcze najeść się tanich a świeżych owoców morza. Nam to ostatnie nie było dane bo po zatruciu wszystko nam jakoś wyjątkowo śmierdziało i ratowaliśmy się zupką pho i bananami… Liczymy jednak, że takich miejsc jeszcze kilka na naszej drodze 🙂 a z kolei zatrucie pierwsze i ostatnie 🙂

Z miejscowości obok Mui Ne łapiemy pociąg do Da Nang aby stamtąd przejechać do Hoi An i dalej do Hue (huehuehue). Pisząc ten post jesteśmy w drodze do Kon Tum* i już wiemy, że Hoi An i Hue to najpiękniejsze miejsca w Wietnamie, które zobaczyliśmy. Dlaczego ? Tego dowiecie się z kolejnych wieści od nas. Tymczasem wracam do szukania odpowiedzi jak to możliwe, że 398km będziemy pokonywać autobusem w aż 12h (według Pani w kasie, która sprzedawała nam bilet)!? Drogi kierowco, czy my jedziemy przypadkiem przez Ho Chi Min City? A może dojedziemy szybciej niż na 6 rano i przyjdzie nam spać pod gwiazdami? 🙂

20151030_175606 20151030_204158

*post piszemy z lekkim opóźnieniem z kolejnego (najlepszego do tej pory) sleeping bus’u tym razem relacji Hue-Kon Tum, gdzie spędzimy jedną noc i 01.11 postaramy się dostać na granicę z Laosem. Wizy mamy do 02.11 ale dajemy sobie jeden dzień zapasu, bo przejście graniczne w stronę którego się kierujemy jest jednym z najmniej popularnych i google trochę nas nastraszyło różnymi historiami…

Album #3 Delta Mekongu – Wietnam

Album #4 Mui Ne – Wietnam

Reklamy

5 myśli w temacie “Mówię „spasiba” i wychodzę, czyli gdzie i dlaczego mówiliśmy w Wietnamie po rosyjsku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s