10 przemyśleń z podróży po 3 miesiącach

2 stycznia minęło dokładnie 3 miesiące od kiedy wsiedliśmy do samolotu by po prawie 20 h wylądować w Wietnamie i rozpocząć naszą półroczną przygodę w Azji. Wyjątkowo, nie mieliśmy ściśle określonych planów, miejsc czy dat… Jechaliśmy nawet bez jakiś większych oczekiwań, ale przekonani, że spotka nas wiele przygód, poznamy masę inspirujących ludzi i nauczymy się czegoś o sobie. Wiedzieliśmy, że to co zobaczymy i przeżyjemy na zawsze będzie częścią nas i że będzie miało na nas duży wpływ. Jaki? To się jeszcze okaże.

Robienie podsumowań zostawimy sobie na czas po podróży, kiedy będziemy chcieli wrócić myślami do każdych z tych krajów i poukładać to sobie w głowie. Teraz za to prezentujemy 10 rzeczy, które spotkały nas w Azji jeśli chodzi o nasze myślenie vs rzeczywistość.

  1. Tolerancja.

Wyjeżdżaliśmy z Polski przekonani o swojej tolerancji. Chodzi mi tu o tolerancję zarówno innych nacji, ale przede wszystkich innych zachowań, innych sposobów na życie czy religii. Naprawdę, mieliśmy się za osoby otwarte na świat, na inne kultury wręcz podekscytowani ich poznaniem. I nie zrozumcie mnie źle – nic się nie zmieniło. Ale zdecydowanie trudno było nam się wyzbyć jednak europejskiego myślenia. Wiele razy łapaliśmy się na tym, że uważaliśmy, że nasz sposób na rozwiązanie jakiegoś problemu, potraktowanie ludzi czy organizacji pracy jest lepszy! Nie inny! Lepszy! Nie raz mieliśmy ochotę po prostu podpowiedzieć jak coś zrobić tysiąc razy łatwiej. Bo wydawało nam się, że wiemy lepiej; że ‚nasza’ logika jest lepsza. Wysilaliśmy swoje szare komórki dochodząc dlaczego budują w inny sposób, dlaczego nie przyłożą się choć troszkę bardziej do wykonywanej pracy, dlaczego idą w lewo zamiast w prawo. Przy całej naszej otwartości na świat, od trzech miesięcy mam wrażenie, że to nabiera nowego znaczenia. Każdego dnia od trzech miesięcy uczymy się by nie oceniać ludzi, bardziej ich rozumieć i mniej frustrować się kiedy różnice kulturowe czasami po prostu utrudniają najprostsze sytuacje. Bo to my przyjechaliśmy do ich kraju, to my wnikamy między ich. To my mam się dostosować. I naprawdę można żyć inaczej – nie gorzej, nie lepiej.

DSC06437

2.  Przygody.

Ustalając tekst na nasze zdjęcie w tle na facebooku napisaliśmy ‚1000 przygód’. Nie wyobrażałam tego sobie inaczej. Jak się bierze plecak na plecy i jedzie tak daleko, wychodzi się z tej strefy komfortu to przygody muszą czyhać na każdym kroku! ‚Samsara’ Michniewicza jest przecież jedną wielką przygodą, blogi o podobnej tematyce jak nasz pękają od historii z przygodami. A teraz widzę, jak szybko zmienia się perspektywa. Jak słowo przygoda nabiera innego znaczenia. Siedząc w Polsce każdy dzień takiej podróży innych postrzegaliśmy jako przygodę. Dla nas tu, najpierw przygodą było przejechać się nocnym autobusem, który wyglądał zupełnie inaczej niż u nas. Potem już to było normalne. Potem chcieliśmy jechać na pace Toyoty Hilux. Ale za drugim razem to już było normalne. Każda chwila na początku była po prostu tak ekscytująca! Wszystko odkrywaliśmy jak szaleni! I nadal tak jest, tylko to tak trochę jak się przeprowadzisz do nowego miasta. Przez pierwsze 3 miesiące chłoniesz, poznajesz, dławisz się nowością. A potem to już jest normalne. Przyzwyczajasz się. I mi się wydaję, że my się przyzwyczajamy. Jasne! Nadal, każdego dnia mamy jakiegoś przygody ale widzimy też, że one nie czekają na nas na chodniku – czasami trzeba się po nie wychylić 😉 np. Łapać stopa zamiast wziąć bus (mimo, że tani)! Bo bez tego nie spędziliśmy np. super dnia z czwórką fanatyków Volkswagena, którzy zabrali nas do swoich znajomych po drodze, na plażę, postawili obiad i częstowali piwem. Nie mówiąc po angielsku. Albo nie poznalibyśmy legendarnego już Waldka (Laotańczyka mieszkającego 20 lat w Polsce). Mam jednak wrażenie, że jak wrócimy i spojrzymy na tę podróż z perspektywy czasu to jednak wrócimy do myślenia, że każdy dzień był przygodą! 🙂

DSC07308

3. Must See’s

Już w Wietnamie zauważyliśmy, że bardzo łatwo wpaść w turystyczny trybik. Nie oszukujmy się – jesteśmy w krajach i w miejscach, przez które przewaliło się już miliony takich jak my. Wszystko jest na wyciągniecie ręki. Wszystko można zorganizować – to tylko zależy od kasy jaką masz. Po trzech tygodniach naszej podróży zauważyliśmy, że mimo, że nie korzystamy z agencji turystycznych i jeździmy lokalnymi środkami transportu to i tak jeździmy tylko w te najsłynniejsze miejsca danego regionu/kraju. Już teraz się z tego uwolniliśmy, zjeżdżamy z głównych tras coraz częściej. Ale do teraz mamy taki duży dylemat jak pogodzić ze sobą obejrzenie wszystkich polecanych atrakcji turystycznych a jednocześnie poczuć klimat miasta, pobyć wśród lokalnych a nie z turystami. I nie raz żałowaliśmy, że wybraliśmy się do jakiejś atrakcji, bo była albo przepełniona ludźmi, albo była super droga albo mało miała w sobie atrakcyjności. Ale być w danym regionie i nie zobaczyć najbardziej popularnej atrakcji to jak być w Paryżu nie wybrać się do Luwru, być w Rzymie i nie zobaczyć Koloseum. Ale czasami jak już zobaczymy wszystko co powinniśmy brakuje nam czasu na inne rzeczy, bo trzeba ruszać dalej. Stwierdzamy więc, że to dlatego tak tu wszyscy wracają. Pierwszą podróż – oblatujesz te wszystkie must-see’s a potem wracasz by tu jeszcze sobie pobyć po swojemu, już atrakcje Cię nie ciągną. Możesz zwiedzać parki, ulice, i siedzieć cały dzień w ulubionej kawiarni. Szukamy póki co złotego środka by to pogodzić. Albo po prostu będziemy musieli tu wrócić! 🙂

DSC06565

4. Zmęczenie

Jesteśmy w 6 miesięcznej podróży – na wakacjach, bo przecież nie pracujemy, nie mamy żadnych obowiązków. Jedynie zwiedzać, jeździć, bawić się, kąpać się i zwiedzać, jeździć, bawić się…. I kiedy ostatnio Monia zapytała mnie czy jestem zmęczona tą podróżą to nie wiedziałam co jej odpisać. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak, z jednej strony jesteśmy zmęczeni. Czasami. Tym, że non stop jesteśmy ‚na walizkach’, że tyle się przemieszczamy, że nasz mózg tyle nowego chłonie, że całe dnie potrafimy chodzić i zwiedzać, padać spać i od nowa. Słońce zabiera energię jak jest go za dużo. Inne kultury, inni ludzie, inne zachowania też. Non stop się coś zmienia wokół nas. Trudno zwalczyć jest presję zwiedzania, bo gdy docieramy do miejsca które aż kipi od atrakcji ciężko jest odpuścić. A my czasami po prostu chcemy poleniuchować… Więc, będę szczera – tak, można się tym zmęczyć. I nie tylko Wy, ja sama też mam ochotę się za to stwierdzenie walnąć w łeb. Bo kto by pomyślał… Ale to takie zmęczenie pozytywne jest. Takie, którego nie spodziewałam się doświadczyć. Takie, które będę miło wspominać i takie, którego nie zamieniłabym na żadne inne w tym momencie. Mamy też na to rozwiązanie już. Od czasu do czasu zatrzymujemy się gdzieś na 3-5 dni tylko po to by się rozpakować, wszystko przeprać. Przespać cały dzień bez wyrzutów sumienia, że coś nas omija i nadrobić ewentualne zaległości na blogu.*

DSC06461

5. Wolny czas.

I z dwoma poprzednimi punktami trochę łączy się i ten. Przed podróżą myśleliśmy co my to nie będziemy robić kiedy wreszcie będziemy się tak nudzić. Bo przecież będziemy mieli 6 miesięcy wakacji. Bo będziemy spędzać czas tak jak chcemy. Bo nie można się nie nudzić nie mając pracy i tych wszystkich obowiązków. Gówno prawda. Do tej pory nudziliśmy się tylko raz. W dżungli, wieczorem podczas trekkingu, gdzie nie było prądu, było ciemno i nikogo wokół. A tak, to nie ma chwili by się ponudzić! Jak nie zwiedzamy, to czytamy o tych co chcemy zwiedzić. Jak się nie przemieszczamy gdzieś (wtedy śpimy albo czytamy), sprawdzamy jak się przemieścić. Jak nie odpoczywamy czytając, to sprawdzamy gdzie będziemy znowu odpoczywać. Albo piszemy do Was posty, edytujemy zdjęcia, albo kminimy jak to zrobić by móc podróżować więcej, taniej, dalej. Czasami też śpimy i jemy 😉 A ja przecież wreszcie z tej nudy miałam nauczyć się pluć!

DSC07146

6. Planowanie podróży

Kiedy myśleliśmy o podróży, to mnie wydawało się, że im mniej zaplanuje to tym ten wyjazd będzie bardziej spontaniczny! Do tej pory planowałam wszystko, wiedziałam, co będę robić za trzy tygodnie w sobotę o 15 jakkolwiek smutno to brzmi. Teraz chciałam tego uniknąć. I teraz mogę stwierdzić, że to był błąd. Zdecydowanie za mało czytałam o każdych z tych krajów. Dobrze by było mieć plan mniej-więcej a potem weryfikować go tutaj. Nie ma z tym większego problemu oczywiście. Czytamy sobie tutaj, przez co tracimy ‚tylko’ albo ‚aż’ czas. Są tego plusy, podążamy tam, gdzie nam akurat po drodze, albo zbaczamy z drogi jeśli uważamy, że warto. Jedziemy tam gdzie ktoś coś polecił albo unikamy tego miejsca. Ale to też mogliśmy robić mając plan. Jakkolwiek, ponieważ mottem tego wyjazdu jest niczego nie żałować, nie przejmujemy się tym za bardzo i po prostu na przyszłość wyciągniemy z tego wnioski. Przygotowujemy teraz plan jak wjeżdżamy do danego kraju, choć to naprawdę większy research jest 😉

1937065_766958523435182_6395169113340794970_n

7. Europejskie wygody

Każdego dnia, tygodnia, miesiąca przyzwyczajamy się do czegoś nowego. Od przeliczania waluty, do zachowań w danym kraju. Do innych toalet, do innych warunków sanitarnych, do innego jedzenia. Do traktowania ludzi, klientów czy sytuacji w zupełnie odmienny sposób. Staramy się przyzwyczajać w mig i czerpiemy radość z tego, że możemy uczyć się tylu nowych rzeczy i żyć w inny sposób. Staramy się myśleć, jak ludzie tu. Nie po polsku, nie po europejsku. Ale nie da się ukryć, że jeśli tylko jesteśmy w miejscu, hotelu czy restauracji , gdzie choć trochę czujemy, że właściciel był w Europie/ USA/ Australii to od razu czujemy się jakoś tak lepiej, u siebie. To straszne jak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do niektórych dóbr, zarówno materialnych/ w wystroju czy w zachowaniu ludzi *

8. Azjatycka kuchnia

Oh, chyba o niczym tak nie myśleliśmy przed wyjazdem jak o kuchni, którą będziemy mieli okazję tu spróbować. Wobec niej mieliśmy największe oczekiwania. Nie da się ukryć, najbardziej wykreowane przez ‚azjatyckie’ restauracje w Europie, zdjęcia i stereotypy. Myśleliśmy, że będziemy zachwyceni każdym daniem, jakie spróbujemy. Trochę się to jednak zweryfikowało w uderzeniu z rzeczywistością, szczególnie Wietnamu. Myśleliśmy ( a przynajmniej ja), że będziemy próbować wszystkiego, by zobaczyć jak i co jedzą lokalni. A jednak, czasami jest to po prostu nie do przeskoczenia. W Polsce czy w Europie jesteśmy przyzwyczajeni do azjatyckich knajpek albo wykwintnych restauracji. Serwują one dania smakujące inaczej, są azjatyckie sosy, azjatyckie sposoby przygotowania. Ale jakby nie było, to restauracje w mniejszych lub większych stopniu spełniają nasze oczekiwania jeśli chodzi higienę, wystrój czy serwowanie jedzenia. Kurczak jest wyfiletowany, kaczka ładnie pocięta, w sajgonkach jesteś w stanie rozpoznać 95% składników. A tu, masz wybór. Albo pójdziesz do właśnie takiej samej restauracji jak ta z Europy i zapłacisz takie same jak w Europie pieniądze albo zdecydujesz się na lokalną, oryginalną wersję. Tzn. Zjesz z ulicznego wózka, gdzie Pan kroi kurczaka czy kaczkę jak leci, ze wszystkimi kośćmi, wnętrznościami, głową i nóżkami i to na desce, która jest czarnym kawałkiem drewna przecieranym równie czarną szmatą. Widzisz, że miski, talerze i pałeczki są myte, obok w misce z wodą koło kanału, który nie tylko wyglądem ale i smrodem skutecznie psuje Ci przyjemność z jedzenia. Obok Ciebie leży dużo, naprawdę dużo śmieci wśród których regularnie widzisz spasłego szczura. Ale zamawiasz tą zupę z kurczakiem, bo chcesz jeść lokalnie i oryginalnie. A kiedy ją dostajesz to nie jesteś pewien która część kurczaka właśnie w niej pływa. I jesz tę smaczną zupę pałeczkami i łyżką, którą przed Tobą jadło kilka osób więc tylko dezynfekujesz limonką. I mimo, że naprawdę azjatycka prawdziwa kuchnia naprawdę nam smakuje, to nie da się ukryć – to co jakiś czas przychodzi nam ochotę na pizzę, steak’ a czy pierogi. Po trzech miesiącach jedzenia rzeczy, których sądziliśmy, że nigdy nie spróbujemy i jedzenia w miejscach, do których większość osób nawet by zajrzała, to zatruliśmy się porządnie tylko raz i to prawdopodobnie owocami więc balans jest ok 😉

DSC06375

9. Inni turyści.

Wyjeżdżając, w ogóle ale to w ogóle nie brałam pod uwagę, że w momencie kiedy my pakowaliśmy plecak, robiło tak tysiące innych ludzi, par, singli. Część z nich pakowała walizki i jechała na dwutygodniowe wakacje – część z tej części tylko by poleżeć na plażach, druga by polatać po wszystkich atrakcjach. I niestety, te właśnie grupy uczą nas cierpliwości każdego dnia. Nie sądziłam, że inni turyści będą nas tak łatwo wyprowadzać z równowagi. Część z nich w ogóle wydaje się, nie zauważać, że w danym miejscu nie są sami. Są głośni, rubaszni, lub przepychają się jak gdyby byli najważniejsi (i nie są Polakami!) Część, nie kuma w ogóle, że przyjechali do tego kraju i powinni szanować panujące tu zwyczaje, Czasami ignorancję mają wymalowaną na twarzy, a pokora wydaje się być nie znanym pojęciem. Ah, i nie wiem ilu sympatycznych i normalnych Chińczyków musiałabym poznań aby zapomnieć o tym jakie zdziwienie i złość budzą we mnie te chmary.

DSC04033

Część z nich, jak my, ruszała w podróż – trzymiesięczną, półroczną czy nawet roczną plus. I zaskoczyło mnie to bardziej niż pozytywnie. Nie zdawałam sobie sprawy z ogromu takich wypraw. Im więcej czytamy tym więcej widzimy takich przypadków też w Polsce. Im więcej spotykamy tu ludzi, poznajemy też ich plany, podejście do życia, do pracy, do podróży i do miejsc – tych już odkrytych i oczekiwań do tych jeszcze przed nimi. I za każdym razem, każda z tych historii wydaje się być taka prosta. Ci skończyli studia i przed znalezieniem pracy postanowili podróżować. Ci, jak my, rzucili pracę i pojechali przed siebie. A inni przerwali coś na 3 miesiące by zobaczyć co to zmieni w ich życiu. Taka decyzja o podróży tylko zza biurka w pracy wydaje się być trudną do podjęcia.

10. Tęsknota.

To, że będziemy tęsknić wiedzieliśmy oboje. To jest wpisane w każdą chyba dłuższą podróż jeśli jest się do czegoś a częściej kogoś przywiązanym. Ja myślałam jednak, że będę tęsknić tylko za ludźmi. Za rodziną, za przyjaciółmi i za moim niezastąpionym team’em z pracy (pozdrawiam! :)). Nie myliłam się. Myślę o Was dużo, najczęściej o tym, co w życiu powstrzymywało mnie od tego by spędzać z Wami więcej czasu. Ale też tęsknie do rzeczy, których się nie spodziewałam. Tak bardzo starałam się uciec od codziennej rutyny. A teraz chętnie czasami bym wróciła do pewnej regularności dnia codziennego. Wróciłabym do naszej kuchni, gdzie do tej pory może zbyt często się do gotowania nie pchałam, teraz czuję, że mogłabym gotować codziennie. Co lepsze! Czasami wróciłabym nawet do pracy. Do poczucia obowiązku i do satysfakcji, jaką mi przynosiła. I do wspólnych obiadów w pracy, i wspólnych kolacji lub piwa wieczorami z przyjaciółmi. Do wtorków, kiedy co tydzień widywałam się z przyjaciółkami. I do weekendów u Mamy, gdzie mogłam poczuć się znowu jak dziecko. Ale to tylko z reguły chwilowe 😉 nigdy w życiu nie zamieniłabym tego co mamy teraz. I tak naprawdę liczę, że podróżować będziemy jeszcze więcej i dalej. A wtedy też i tęsknić trochę mocniej może 😉

 

Jedno wiem na pewno. ‚Mimo’ albo właśnie ‚przez’ te wszystkie – inne od wyobrażeń – zdarzenia, wiem, że decyzja o podróży to najlepsza decyzja w naszym życiu. Jestem bardzo ciekawa, czy jak po podróży przeczytam tekst to czy nadal będę miała podobne odczucia, czy już 10 zupełnie innych? A co będzie jak przeczytam to za 10 lat? Z jakiej perspektywy wtedy będę na to patrzeć?***

*tak ostatnio spędziliśmy 5 nocy na Phuket, gdzie pojechaliśmy odwiedzić przyjaciela rodziny Maćka. Na samą wyspę poświęciliśmy dwa dni – jeden na skuter by przejechać wokół (nawet ładna!), jeden na plażę. Resztę ja spędziłam siedząc w hotelu, na tarasie pisząc, czytając lub śpiąc a wieczory spędzając w towarzystwie przyjaciela rodziny Maćka i jego znajomych. Phuket głównie ze względu na ogrom turystów (Rosjanie plus Chińczycy) nie interesował nas za bardzo ale był idealną okazją by poczuć się trochę jak w domu dzięki klimatycznego hotelowi.

**np. ja tego posta piszę w kawiarence jakby wyrwanej z Paryża. Nie ma tu ani jednego lokalnego mieszkańca George Town, kawa jest dwa razy droższa niż normalnie. Obsługa mówi idealnie po angielsku a w tle leci Sinatra. Jest klima i klimat. Są tu turyści, którzy wydają się w ogóle nie zaglądać w inne miejsca niż takie. My wręcz przeciwnie, ale i tak czasami po prostu wspaniale jest posiedzieć w takim miejscu.

***powyższy tekst tak naprawdę pisałam w swojej głowie od trzech miesięcy. Każdego dnia, zwracaliśmy na coś innego uwagę i wiedzieliśmy, że Wam to opiszemy. Teraz musieliśmy zebrać to jakoś w całość i zgeneralizować trochę bo nie da się tego wszystko opisać, może da się opowiedzieć? Nie da się opisać tak naprawdę jaki szok kulturowy przeżyłam w Wietnamie i przez który myślę, że teraz patrzę na Wietnam trochę ze złej strony. A może jednak trzeba pisać o tych przemyśleniach każdego dnia? Bo potem perspektywa innych wydarzeń, innego kraju i czasu spędzonego w Azji może tak szybko zmienić postrzeganie tutejszego świata….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s