5 rzeczy za które lubimy George Town, w Malezji

5 powodów, za które lubimy George Town w Malezji

Wypoczęci po Świętach na Koh Lancie – jednej z wysp Tajlandii – postanowiliśmy wynieść się na Nowy Rok do Malezji. Obojętnie ile by bus nie kosztował (a kosztował nie mało na tutejsze warunki bo 100zł/os) – mieliśmy czas i postanowiliśmy jechać stopem! I Lepszej decyzji nie mogliśmy podjąć! Dzięki temu, tak jak wspominaliśmy na fb, przeżyliśmy super dzień z klubowiczami Volkswagena, który zabrali nas na obiad na plaży, i na wieczorną garażową imprezę do znajomych z klubu Vespy – skuterów.

DSC07308

DSC07320

20151229_182306

20151229_141816

Ok północy zostawili nas w hostelu przy granicy, więc następnego dnia granicę pokonaliśmy na piechtę. Co lepsze, gdy kawałek już za granicą w mieście rozstawiliśmy się z plecakami i rozkminialiśmy plan przez jakie miasta dostać się na wyspę (ok. 200km) zatrzymała się Pani Policjantka w cywilu i zaproponowała nam podwózkę do miasta obok 🙂 to się nazywa szczęście, nie?!

20151230_120122

Do George Town dotarliśmy późnym popołudniem i od razu ruszyliśmy w miasto. Przyjechaliśmy tu na 3 dni. Zostaliśmy tydzień. Dlaczego?

  1. Jedzenie

To nie tylko powód dlaczego tak lubimy George Town. To byłby z pewnością jeden z głównych powodów gdybyśmy chcieli tau zamieszkać. Ze względu na mix kultur, który panuje w Malezji a w George Town wydaje się mieć swoją kumulację, dostępność do kuchni hinduskiej, chińskiej, malezyjskiej, tajskiej, japońskiej i zachodniej jest po prostu przytłaczająca. W tym pozytywnym sensie 😉 Całe dnie objadaliśmy się naszą ulubioną, indyjską kuchnią nie mogąc się zdecydować co zjeść tym razem. Czy rotti z sosami, czy tosai, mutton curry czy jedno z dań z olbrzymich bufetów. A wszystko tanie jak barszcz.

 

DSC07406

DSC07375

 

Maciej opijał się ich herbatą z mlekiem a ja świeżymi sokami z cytrusów lub owoców. Pojedliśmy trochę chińskiego, choć przy hinduskiej wyżerce wypada trochę blado*, trochę malajskiego i znowu wracaliśmy po rotti…Choć raz wybraliśmy się też na sushi, które chodzi za nami już od dawna i wreszcie znaleźliśmy to czego szukaliśmy. Mało tego, sama restauracja zrobiła miła wrażenie, w porównaniu z tymi w których zwykle jadamy 😉 ! Każdy miał swój kranik z gorącą wodą do herbaty, rozbudowana sieć łódek z sushi, plus do tego tablet na którym składałeś zamówienie prosto do kuchni!

DSC07444

  1. Architektura

Szczerze, gdzie się nie obejrzysz chodząc po George Town to chcesz zrobić zdjęcie. Bo chcesz to upamiętnić i pokazać innym. To, że miasto w Malezji może wyglądać tak kolonialnie, może mieć tak charakterystyczne budynki, być tak zaniedbałe i tak klimatyczne jednocześnie. Większość z nich to pozostałości po koloni Brytyjskiej, ale Chińczycy i Japończycy też zostawili tu swoje 3 grosze. Plus nowoczesne wieżowce do tego tworzą niesamowite tło dla małych, rozsypujących się kamieniczek. Centrum miasto zostało nawet wpisane na listę UNESCO.

 

 

DSC07365

DSC07378

Niepodważalną atrakcją tego miasta są malunki na ścianach. Jedną z obowiązkowych tras po GT to zaliczenie wszystkich malunków, które zapoczątkował artysta Ernest Zacharevic kilka lat temu i tak do dziś są domalowywane nowe. I do tego takie metalowe, mobilne stojaki w formie street art’u. Każdy oopowiada jakąś historię o mieście, coś reprezentuje. Trochę jak krasnale we Wrocławiu. Całość można zwiedzić na popluarnych tu rowerach lub równie popularncyh rikszach. A wszystko w ‚smoke free’ atmosferze, bo władze miasta zachęcają plakatami na każdym kroku by przestać palić.

DSC07392

DSC07463

DSC07454

  1. Przyroda

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wypożyczyli skuterka i nie objechali wyspy.Tym razem jeździliśmy w towarzystwie klubowiczów skuterów pierdziawek (dwusuw) zatruwających powietrze przed nami. Z pewnością nie jest to taka typowa wyspa. Jedyna plaża, którą widzieliśmy nie zachwyca. Nie ma typowych palm, przezroczystej wody a na horyzoncie zamiast zachodu słońca widzieliśmy kontenerowce czekające na rozładunek w pobliskim, wielkim porcie w Butterworth. Ale okazuje się, że można żyć na wyspie nie tylko plażą 😉 część wyspy pokrywa też dżungla, po której można chodzić godzinami wokół małp i waranów! GoPro w roli dzidy dodaje odwagi!

DSC07522

  1. Mix kultur / tolerancja

Jesteśmy zachwyceni tym, jak wiele kultur się na tej wyspie przeplata i jak to świetnie ze wszystko funkcjonuje. Od dawien dawna, kolejne kultury docierały na wyspę i wyjątkowo toleracyjnie mieszały się ze sobą. To tu można spotkać Chińskie Świątynie w dzielnicy Little India, i meczety w Chińskiej dzielnicy – China Town. Jest też kościół katolicki, baptystów i adwentystów. Na przystanku siedzą koło siebie żyd, muzułmanin, buddysta, hindus i anglik. Nikt na siebie dziwnie nie patrzy, nie ocenia. Jadają u siebie wymiennie w knajpach, w szkołach wydaje się nie być podziałów. My nie jesteśmy postrzegani jako bankomat a i ubieramy się jak chcemy. Malezja, a szczególnie Penang wydaje się być krajem dla każdego.

DSC07535

  1. Food courty jako spędzanie czasu.

Tak, znowu o jedzeniu. George Town to raj jesli chodzi o wieczorny tzw. Food Courty, czyli place na których ustawione są dziesiątki małych budek z jedzeniem. My odwiedziliśmy 3 z 5 największych i z każdym byliśmy w jeszcze większym szoku. Każda budka specjalizuje się w czymś innym, możesz zjeść po prostu wszystko (no może oprócz naszych pierogów, ale są chińskie jak coś;)). Po środku ustawione są plastikowe stoliki, wśród których krążą kelnerzy serwujący napitki (jeśli siadasz, obowiązkowo musisz zamówić coś do picia). W samym centrym tego placu jest scena z muzyką na żywo, grająca albo coś po chińsku, albo po malajsku albo zachodnie covery 🙂 Niektóre podzielone są na część, w których wieprzowinę się je albo nie. Wszystko działa sprawnie, szybko i w miłej atmosferze. To taki sposób na spędzanie wieczorów, przede wszystkim wśród lokalnych. Widać całe rodziny, albo kolegów z pracy, ze szkoły lub małżeństwa. Można zjeść naprawdę smacznie i tanio. Niektórzy jedzą pałeczkami, inni rękoma, inni widelcem i łyżką. Ty jesz jak chcesz, oczywiście. No raj jakich mało!

DSC07500

George Town to zdecydowanie najbardziej klimatyczne miasto, które do tej pory odwiedziliśmy. Polecamy wpisać na listę must see, jak już spakujecie plecaki jak my i ruszycie przed siebie 🙂

 

* Chińczycy wydają się jeść wszystko, jak mięso to ze wszystkimi wnętrznościami. Po zjedzeniu tak intensywnej w przyprawy kuchni indyjskiej, ta wydawała się mdła. A po tym jak Maciej po zjedzeniu chińskiej przekąski stwierdził, że nie do końca jest przekonany czy wnętrze to budyń czy ryba, ja pozostałam już wierna tylko hinduskiej i malajskiej kuchni 🙂

Album #16 George Town, Malezja

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s