Filipiny – pierwsze wrażenia

Dwa miesiące w Indonezji minęły nam naprawdę wolno. Odpoczęliśmy jak nigdy, powoli przemieszczając się z Jawy na Bali, z Bali na Lombok, z Lombok na Gili i z powrotem. Mimo tak relatywnie krótkiego czasu przyzwyczailiśmy się już do tego kraju. Zdecydowanie chcielibyśmy tu znowu wrócić, ale tym razem zauważyliśmy też kilka rzeczy, które nieźle działają nam na nerwy – ale to oddzielna historia. Jakkolwiek, już wcześniej postanowiliśmy, że Sylwestra spędzimy w Kuala Lumpur i muszę przyznać, że było wyśmienicie! Po raz już piąty w KL pojedliśmy pysznych rzeczy, pozwiedzaliśmy okolice i trochę poczuliśmy się jak w swoim mieście 😉 Czas na nowe przygody – Filipiny!
20161231_024609
Rotti  z sosami i Teh Tarik – najlepszy zestaw śniadaniowy ever! 🙂
20161231_133608
          UFC w Irish pubie, przy piwku o 11 rano…
20170102_164319
                    Najlepsza na świecie kawa – wietnamska! 🙂
imag1132
„O, ktoś zgasił światło!” – powiedziałam do Macieja gdy wyszliśmy z centrum handlowego SM Mall w Cebu zdziwiona, że słońce już zaszło. Jakoś tak zrobiło się nagle zbyt ciemno, zbyt szybko, zbyt groźnie…
Trzy godziny wcześniej wylądowaliśmy w Cebu, na jednej z wysp Filipin nie oczekując nic więcej poza dobrą pogodą (zaczyna się tu właśnie sezon !) i pogodnymi ludźmi. Byliśmy wręcz zdziwieni nowoczesnymi rozwiązaniami na lotnisku, super autobusem do centrum, równymi chodnikami i zielonymi pasami przy drogach. Jeszcze w autobusie przyznaliśmy rację tym, którzy przeprowadzają się na Filipiny, gdzie w dodatku wszyscy mówią po angielsku!
Autobus dowiózł nas do centrum handlowego, w którym postanowiliśmy coś zjeść jednocześnie obczajając hotele w necie. Już tu zauważyliśmy, że wejście do każdego sklepu, banku, centrum handlowego czy lepiej wyposażonego sklepu wiąże się z minięciem ochrony z bronią długolufową. Netu ni huhu, z jedzeniem nie lepiej. Okazuje się, że z jedzeniem jest tu gorzej niż myśleliśmy.
Jak zwykle – chcieliśmy dostać się na główną ulicę z największym skupiskiem hoteli – miejskim transportem co na Filipinach oznacza Jeppneyem – pick up przerobiony do przewozu ludzi.
20170104_155207
imag1229
Stajemy na brzegu chodnika z plecakami uważnie czekając na 01K (oznakowany transport miejski po Indonezji nas bardzo cieszy :)) Jedzie, przyhamowuje, ludzie wyskakują w biegu, ktoś coś krzyczy, ludzie wbiegają skłonieni w pół żeby bańką nie zahaczyć o sufit i 01K odjeżdża mimo, że nie zatrzymał się nawet na chwilę. Yyyy…lekko w szoku, czekamy na następny. Jedzie! Załadowany na maxa, więc nawet się z miejsca nie ruszamy. A ten przyhamowuje, wysiada jedna osoba – wsiada pięć. „Co jest, k..wa?” stoimy jak wryci. Przecież z naszymi plecami i naszym wzrostem nie mamy szans. Ale nie poddajemy się. Kolejny! Ruszamy w jego stronę, ale ten znowu w biegu zrzuca ludzi i nabiera kolejnych. Zmasowana akcja. Musiało przejechać jeszcze kilka super załadowanych i jeszcze kilka tych, które nawet nie przyhamowały żebyśmy zgodnie stwierdzili, że spróbujemy innym razem – bez plecaków i w specjalnych butach z przyspieszeniem. I wtedy rozweseleni sytuacją sprzed minuty złapaliśmy taxi (6km za 8zł), która zabrała nas na Colon Street – główną ulicę Cebu po takich zakamarkach, że nie było nam już więcej do śmiechu. Slumsy, miejskie kanały zatkane śmieciami i biedne dzieci śpiące na kartonach, na ulicach ciemnych, ze światłem tylko co jakiś czas.
20170103_191421
Skrzyżowanie – widok z McDonalds
Zmieszani dojechaliśmy na ulicę, którą też wyobrażaliśmy sobie inaczej. Jedynym racjonalnym wyjściem wydawało nam się siąść w Macu i szukać stąd noclegu. W Macu – pełno. Filipińczycy zakochani w Ameryce, zakochani są też w ich jedzeniu.
imag1216
Ja zostałam, Maciej ruszył po kartę SIM przypominając sobie całe 6 lat treningu Kung-Fu i znaleźć nam nocleg a ja już po chwili zastanawiałam się ile godzin po jego wyjściu powinnam odczekać nim zadzwonię na policję… Co chwilę zerkałam na ulicę, gdzie Jeepneye mieszały się z ludźmi na ulicach, jakieś większe sklepy mieszały się z przykucającą babcią sprzedającą kilka drobiazgów. Panowie zszywali hurtowo buty obok smażonych na głębokim oleju orzeszków.
Nie wiem czy już się tak do Azji przyzwyczailiśmy i przestaliśmy widzieć ten syf aż w takim stopniu czy to jednak na dość turystycznych wyspach Indonezji było jednak czyściej i jaśniej. Nie jestem pewna, ale ten ciemny obraz ulicy w Cebu po raz kolejny uświadomił mi jak daleko jesteśmy od domu i w jak innym świecie teraz żyjemy…
Każdy kraj po tej stronie świata nas czymś zaskakuje, bawi, szokuje. Póki co Filipiny tak naprawdę nas bawią i szokują w jednym momencie albo na zmianę.
20170103_201952
               Ice Lemon Tea w hotelu – po prostu podali zimną herbatę 😉
Już z pierwszym hotelem zobaczyliśmy, że stosunek ceny do jakości jest słaby. Choć myślę, że docenilibyśmy ten nie zbyt czysty i nie zbyt ładny pokój za 75zł trochę bardziej gdybyśmy wiedzieli w jakich warunkach będziemy spać trzy kolejne noce… Otóż tego samego wieczoru postanowiliśmy, że dostaniemy się na wyspę Palawan drogą morską, co Wam szczegółowo z resztą opiszemy.
20170104_162649
Łódź relacji Cebu – Iloilo
imag1244
Znieczulacz 😉 Filipiński rum…
Czeka nas przeprawa z Cebu do Iloilo (14h na łodzi), 12h czekania w porcie i zmiana na łódź, która zabierze nas z Iloilo do Puerto Princessa (36h!). I znowu – gdybym wiedziała a już wiem, jaki nocleg czeka nas na drugiej łodzi wcale nie narzekałabym na ten pierwszy…
Znowu ‚wyjście ze strefy komfortu’ nabiera nowego znaczenia. Myślałam niedawno o tym, który z noclegów był naszym najgorszym. No to go znalazłam! 😉
20170105_075657
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s