56h przeprawy łodzią, czyli droga z Cebu na Palawan

Palawan, wyspa na zachodzie Filipin, stoi wysoko w rankingach najpiękniejszych wysp na świecie. Nie bez powodu więc obraliśmy ją jako naszą pierwszą. Można tam dolecieć samolotem albo dopłynąć promem. Wybraliśmy drugą opcję żeby przeżyć przygodę, bo jednak przepłynąć morze Sulu na Filipinach łajbą, która wygląda jak wrak wyłowiony z dna morza i pomalowany, to przygoda jakich mało a też loty były jakoś wyjątkowo drogie. Tak Wam się trochę tłumaczę, żebyście troszkę lepiej zrozumieli dlaczego ktokolwiek chciałby na urlopie podróżować w takich warunkach 😉 A było to tak…
21:30, wtorek: Decydujemy się płynąć na Palawan, do Puerto Princessa. Loty za drogie, a zrezygnować zupełnie nie chcemy. Zmęczeni podróżą stwierdzamy, że zabukujemy wszystko rano. Z Cebu musimy dostać się do Iloilo a potem z Iloilo do Puerto Princessa.

8:00, środa: Na szczęście są jeszcze miejsca na wieczorną łódź do Iloilo. Jednak za nic nie możemy się dodzwonić do firmy, która organizuje łódż z Iloilo do Puerta Princessa. Co oznacza, że płyniemy 14h a tam możemy dowiedzieć się, że kolejne wolne miejsca są albo tego samego wieczoru albo za dwa kolejne dni.Dwa dni, których na czekaniu nie chcemy tracić. Przyszedł czas na włączenie filipińskiego luzu bo złość, że nie mogę się dodzwonić, że nie mogę tego wiedzieć i że muszę tak zaryzykować bierze górę.
12:30, środa: Bilety kupione! Płyniemy do Iloilo – 14h nie widząc co będzie dalej. Przy okazji kupowania biletów odwiedziliśmy kolejne centrum handlowe przerażeni jak bardzo Filipińczycy starają się kopiować Amerykańską kulturę jedzenia fast foodów.

imag1216

20170104_161337
17:00, środa: No to czekamy na boarding. Emocje rosną nie wiedząc jak naprawdę ta łódź będzie wyglądać choć fakt, że udało nam się kupić miejsca w Tourist Class (z klimą!) wróży dobrze.

20170104_162649

20170104_161135
19:00, środa: Odpływamy. Zachwyceni wręcz co na łódce nas spotkało. Miejsca może wąskie, ale za to z ciepłym po praniu kocem, klima hula na maxa. Ale to nic! Mamy pokój z grami, obok karaoke, a pomiędzy kapliczkę! Jest kantyna z wygodnymi siedzeniami! Wszystko jak na starych, poczciwych promach Polska-Szwecja przed remontem i z czystością azjatyckiego standardu ale to wszystko za 65zł za osobę! No to jak na marynarzy przystało – odpalamy rum!

20170104_163228

imag1244
20:00, środa: Ciepły rum działa szybciej i bardziej niż myśleliśmy 😉 w tango więc idą nie tylko szanty, gry ale nawet i karaoke ! 😉 stwierdzamy, że płynięcie było super wyborem i że rum filipiński nie jest najlepszym jaki piliśmy ale na bank najtańszym 8zl /0,5l.!


7:00, czwartek: Po całkiem przespanej nocy, podczas której tylko trochę bujało stwierdzamy, że rum jest jednak najgorszym jaki piliśmy i zastanawiam się czy ból głowy to zawiane zatoki od super hiper klimy czy może to jednak ten rum… Dopływamy do portu.

8:00, czwartek: Chwila prawdy. Rejestrujemy się na listę i oczekujemy dwie godziny na werdykt – popłyniemy dziś wieczorem czy jednak może dopiero za dwa dni?

20170105_085633
10:00, czwartek: Nie ma biletów na kabiny, na klasę turystyczną (z klimą), ani na deluxe. Ale są na ekonomiczną! Bez wahania bierzemy, bo ekonomiczna klasa na poprzednim statku mogłaby co najmniej zostać nazwana deluxe! W końcu przecież jeśli łódź, która płynęła 14h zaskoczyła nas tak pozytywnie, to na tak długim dystansie jak Iloilo-Puerto Princessa, gdzie przepływasz całe Morze Sulu, to już w ogóle musi być wypas! Ba! Możemy nawet wybrać sobie miejsca!

imag1257
10:10, czwartek: Maciej wraca z łodzi z wybranymi miejscami i miną jakby zobaczył nie ducha, ale ich stado. Przeklinając tylko uprzedził, że będzie hard core. No cóż, jakby nie było – nie mamy wyjścia. Nie mamy dwóch dni żeby czekać na cokolwiek innego…
10:20, czwartek: Miejsca oglądam i ja i nie ukrywam, że tak jak do tej pory uważałam, że to będzie super przeprawa tak opadają mi skrzydła i zastanawiam się czy ‚Safety first’ napisane na tym wraku w ogóle ktoś respektuje. Statku – który o dziwo właśnie jeszcze malują na zewnątrz jakby to miało cokolwiek zmienić mówiąc do nas chyba widząc nasze miny ze sztucznym uśmiechem : „Nie martwcie się, jeszcze nie jest skończony”.

20170105_075644
W Iloilo nie ma za bardzo co robić, ot kolejne miasto portowe. Totalnie zaskoczeni, że dopuszczają takie łodzie na takim dystansie postanawiamy wziąć tani pokój żeby się odświeżyć przed podróżą i wyspać się na zapas 😉
16:00, czwartek: Obmyślamy strategię ruchów żeby nie spocić się za bardzo i żeby prysznic który właśnie wzięliśmy starczył na jak najdłużej 😉
18:00, czwartek: Rozpoczynamy naszą przygodę teraz już tylko myśląc o bezpieczeństwie i czy aby na pewno mamy wystarczająco rumu 😉 Bardzo, ale to bardzo pociesza nas fakt, że na statku i to też klasie ekonomicznej jest jeszcze 10 turystów. To znaczy, że nie tylko my tacy szaleni. Jedyne co nas różni to miny – my nasze miejsca widzieliśmy rano, oni widzą je dopiero teraz i widać, że muszą to jeszcze przetrawić więc nawet nie zagadujemy.
20:00, czwartek: Przestaliśmy widzieć ląd. Czas na ciepły rum. Dochodzimy do wniosku, że popijany ciepłym sokiem cytrusowym nie tylko nas trochę znieczuli, ale też zmniejszy ewentualny zatokowy ból głowy z rana.
21:00, czwartek: Zaczyna tak bujać, że wyjście do toalety muszę dwa razy przemyśleć. Sama droga nie jest łatwa a i w toalecie średnia atmosfera.
22:00, czwartek: Ok. Challenge accepted. Spróbujemy spać. Buja tak, że stopy mamy ponad poziomem głowy i zsuwamy się w dolną część naszych prycz, żeby za chwilę suwać się  z powrotem ‚w górę’.

20170106_151505

20170106_134846
23:30, czwartek: Z lekkiej drzemki budzą nas ustawione koło nas, przewracające się kartony. Nikt z lokalnych nie reaguje, ale jednak taranują drogę więc Maciej z dwoma Szwedami starają ustawić się trochę bardziej stabilną wieżę. A ja nie wierzę, że minęło dopiero 5h.
02:00, piątek: Tak buja, że woda wdziera się przez nieszczelne drzwi na wprost naszych miejsc (celowo unikam słowa – łóżko, bo nie ma co koloryzować ;)). A miało się wdzierać tylko świeże powietrze…
04:00, piątek: Woda wdziera się też przez okna skutecznie ochlapując ludzi śpiących ‚na górze’ a nam regularnie oblewa nogi pozbywając nas wszelkich nadziei na więcej snu.
08:00, piątek: Postanawiamy nakręcić filmik jak buja. Patrzcie uważnie na horyzont./ Maciej przechodzi najpierw przez klasę deluxe żeby wyjść na pokład.


09:00, piątek: Dopływamy do wyspy Cuyo – naszego przystanku po drodze. Mamy tu kilka godzin, bo muszą rozładować łódź. Część pasażerów wysiada z tobołkami. Jak miło poczuć ląd, ale tylko pod nogami! W głowach dalej buja przez kolejne 2h, do tego stopnia, że ciężko nam zjeść śniadanie.

Wyspa Cuyo wśród turystów znana jest jako wyspa ze świetnymi warunkami do kite surfingu i celowo na nią przypływają. My mieliśmy ją w gratisie 😉 Był duży odpływ, i wielki wiatr ale był też prysznic w hoteliku udostępniany takim turystom jak my za 1.60zl/os.

1483678431432
14:00, piątek: Wracamy na łódź zaopatrzeni w jedzenie. Za rum jednak już podziękujemy. Bo może to przez niego tak buja? Mamy odpływać o 15, ale miejscowi policjanci/strażnicy portowi postanowili przeliczyć wszystkich na łodzi. Najpierw kazali usiąść wszystkim na swoich miejscach (ponad 200 osób) ale mało posłuszni lokalni przemieszczając się dalej po łodzi wprowadzili taki chaos, że nas wszystkich postanowili wyprowadzić i zliczyć jeszcze raz jak wchodzimy na łódkę. Do teraz nie wiemy po co to było. Szczególnie, że po tym jak już nas zliczyli na łódkę dotarło jeszcze kilku kolejnych pasażerów. Na początku zajęliśmy nawet naiwnie miejsca w deluxe (zdjęcie poniżej) licząc, że na wyższym pokładzie jest trochę mniej karaluchów, a trochę więcej powietrza i że te miejsca nadal są dostępne. Nie były. Może tu też trochę mniej buja, bo u nas mam wrażenie, że odrywam się na mikrosekundy od materaca coraz częściej.

imag1271
15:40, piątek: Odpływamy w stronę Puerto Princessa. Okazało się, że czekaliśmy na karetkę. Płynie z nami człowiek przewożony na noszach, podłączony do tlenu, z kroplówkami i lekarzem. Innym sposobem przecież można się stąd wydostać tylko samolotem…
19:00, piątek: Odpalamy film. Książkę jednak czyta się zbyt trudno bo oczy uciekają na co drugi wers przy falach.
23:30, piątek : Nie możemy zasnąć. Teraz naprawdę bylibyśmy wdzięczni za rum. Co myśmy sobie myśleli? Trzeba było wziąć i najwyżej nie wypić! 😉 Kolejna lekcja życia! 😛
01:00, sobota: Budzą nas zeskakujący z górnych prycz ludzie. Ich prycze są już tak bardzo zalane… a ja tylko myślę o tych wszystkich marynarzach, którzy przeżywają w swoim życiu sztormy i nabieram do nich nowego szacunku. Do wszystkich generalnie pływających na statkach, bo morze wokół to piękny widok ale jednak chyba nie dłuższą metę.

imag1273
05:30, sobota: Czas pobudki lokalnych. Tym razem budzi nas zapach zupek chińskich na śniadanie. Zwijam się na swojej przestrzeni i zaciskam oczy tak bardzo już chcąc być w porcie…
07:00, sobota: „Kochanie! Dopływamy!” Maciej zobaczył ląd niedaleko od nas. Poderwałam się jakby co najmniej podawali moje ulubione tiramisu. Szybkie mycie zębów, wizyta w toalecie, która nigdy nie była czysta ale teraz po tych 36h i 200 pasażerach śmierdzi tak, że wolałabym już chyba ‚za burtę’ 😉 wychodzimy na pokład, żeby dowiedzieć się że będziemy płynąć jeszcze 3,5h wzdłuż lądu… Wracamy więc do siebie by obejrzeć kolejny film koło niedaleko ustawionych ratanowych toreb z kurami i kogutami w środku. Bujanie już nam nawet nie przeszkadza.
10:00, sobota: Po 30 minutach manewrowania w porcie dobijamy do długo wyczekiwanego Puerto Princessa. Ja przed samym dopłynięciem zdołałam nawet umyć głowę w pseudo zlewie, w pseudo kuchni na tym pseudo statku więc byłam gotowa podbijać świat. Ruszyliśmy od razu w stronę dworca autobusowego żeby ruszyć dalej tylko na chwilę przystając by ostatni raz spojrzeć na ‚Safety first’…

Been there. Done that. Fajna przygoda, ale nigdy więcej…

p.s. Jeśli ktoś czyta ten post bo zastanawia się czy zrobić tę trasę, bo przerażają go ceny biletów – to tak, zróbcie to. Dla przygody. Palawan wynagrodzi męki szybciej niż myślicie!

Reklamy

2 thoughts on “56h przeprawy łodzią, czyli droga z Cebu na Palawan

  1. Dzięki kochani za ten tekst.Wielkie dzieki. 16 lecę na filipiny. Na Palawan Bilety z manili były drogie i kupiłem na cebu zeby po Cebu, Boholu , Siquijorze wrócić na Cebu i płynąć drogą którą wy przemierzyliście. mam 57 lat ale chyba wydzierżę. Pozdrawiam serdecznie . Napiszcie szybko coś o palawanie . może priv lub FB Ryszard Kita/ na zdjeciu muzykuję z grajkami w kambodzy.

    Polubienie

  2. Cieszymy się, że post się przydał! 🙂 To naprawdę dobra przygoda i na pewno do zniesienia 😉 Zapraszamy do polubienia ‚niclepszego’ na FB, gdzie wrzuciliśmy dużo zdjęć z Palawanu, który zachwyca! Mimo dalekiej drogi i cen bardzo polecamy odwiedzić Coron! My oprócz tego byliśmy też w Port Barton, który nas zauroczył i w bardzo tłocznym El Nido. Pozdrawiamy i czekamy na wieści jak było!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s